Jonathan H. Turner: Jak, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, stałem się bio-socjologiem.

Dziś naprawdę coś specjalnego. Jonathan H. Turner, jeden z najbardziej znanych amerykańskich socjologów, autor m.in. „Struktury teorii socjologicznej”, czy napisanej z Janem E. Stetsem „Socjologii emocji”, zgodził się abym przetłumaczył jego tekst, w którym opowiada on o swojej drodze do biosocjologii. Dlaczego jego zdaniem socjologowie nie powinni ignorować biologii i do czego on sam używa jej w swoich badaniach? Zapraszam do lektury.

Dawniej sądziłem, jak zresztą wielu socjologów, że biologia nie pasuje do naszych badań. Mimo że zawsze podzielałem zdanie o tym, że socjologia powinna iść tropem nauk ścisłych w zakresie sposobu prowadzenia badań oraz formułowania teorii wyjaśniających, to jednak stawałem się zaciekłym konstruktywistą społecznym myśląc o wpływie biologii na ludzkie życie i na kształt organizacji społecznej. Przecież ludzie mając wielkie mózgi, mogli stworzyć i wykorzystywać kulturę do regulacji zachowań, eliminując tym samym jakikolwiek wpływ biologii. To prawda – przyznawałem czterdzieści pięć lat temu – ludzie mają pewne podstawowe potrzeby – seks, jedzenie, woda, ciepło, społeczność – ale, jak wielu dzisiejszych socjologów, nie chciałem zaakceptować sugestii, że wzorce organizacji społecznej w jakimkolwiek stopniu mogłyby być napędzane przez biologię. Gdy przemyślałem potem swoje poglądy, wydały mi się one absurdalne. Jak ktokolwiek zajmujący się społeczeństwem może nie przyjąć do wiadomości, że ludzie są zwierzętami, które wyewoluowały tak jak inne zwierzęta? Przecież choć kultura z pewnością czyni ludzi wyjątkowymi, to zdolność do używania symboli nie może cofnąć milionów lat naszej ewolucji.

Mój pogląd na temat przystawalności biologii do socjologicznych dociekań zaczął się zmieniać w latach 70-tych. Moje pierwsze spotkanie z tymi, którzy chcieli włączyć biologię do socjologii miało miejsce za sprawą zapoznania się z pracami Pierra van den Berghe. Chociaż pisze on dobrze i jest niesamowicie mądry, to nawet wtedy byłem bardzo krytyczny wobec jego wczesnego poglądu że ludzie są agresywni, terytorialni i hierarchiczni. Literatura dotycząca społeczności łowców-zbieraczy po prostu nie wspiera tej analizy ludzkiej natury. Później van den Berghe stał się pełnowymiarowym socjobiologiem, gdy przyjął idee dostosowania łącznego, doboru krewniaczego, wzajemności, i mieszał je ze swymi wczesnymi spekulatywnymi pomysłami na temat przymusu, albo regulacji przez hierarchię i terytorialność. Podobnie jak wielu socjologów czułem się zagrożony, obrażony i zirytowany roszczeniami socjobiologów, którzy uważali że całe olbrzymie zróżnicowanie wzorców ludzkiej organizacji można wyjaśnić pojęciami dostosowania łącznego, doboru krewniaczego czy altruizmu odwzajemnionego. Co więcej, nawet dziś sądzę że trudno przyjąć iż modele przeniesione z neoklasycznej ekonomii i teorii gier, a takie właśnie były stosowane do procesów selekcyjnych, mogą wyjaśniać zagadnienia socjologiczne.

Skoro modele te nie są w stanie wyjaśniać nawet zjawisk ekonomiczny, dlaczego miałyby być użyteczne w wyjaśnianiu zjawisk badanych przez socjologię? Ciągle mam wątpliwości na temat tego co nazywam obecnie „ekstremalną socjobiologią”, a która zakłada dynamikę maksymalizacji dopasowania. Dobór naturalny jest procesem zachowawczym i stąd działa on sposób bardziej dyskretny niż zakładają socjobiolodzy. Toteż myślę, że wiele wyjaśnień w socjobiologii to po prostu „takie sobie historyjki”, w których dane socjokulturowe zjawisko mogłoby być wyjaśnione poprzez wysoce spekulatywny scenariusz, jako ten który maksymalizował dostosowanie w odległej i nieznanej przeszłości ewolucyjnej. Takie historyjki są bardzo proste do konstruowania: generalnie tworzone są ad hoc i mogą być tworzone bez końca. Ale chociaż byłem pełen wątpliwości w stosunku do ekstremalnej socjobiologii, złapałem bakcyla i zacząłem myśleć o alternatywnych sposobach włączenia biologii do socjologii.

Drugą wielką inspiracją, która miała wpływ na moje myślenie w latach 70-tych i 80-tych była moja żona, Alexandra Maryanski, która choć wcześniej kształciła się na antropolożkę, została jednak zmuszona by przywdziać socjologiczne łaszki. Jej prace na temat sieci struktur społecznych naczelnych i ich podstawowych skłonności behawioralnych, które generowały te sieci, wydawały mi się najlepszym sposobem w jaki można pomyśleć o tym co dobór naturalny zrobił dla naszych hominidalnych przodków. Jeśli nasi odlegli przodkowie byli trochę podobni do współczesnych szympansów, późniejsze wzorce zachowań mogą służyć jako model bazowy, który pozwala nam dostrzec jak dobór naturalny zmienił hominidy od czasu zanim przodkowie człowieka i współczesnych szympansów podzielili się na odpowiednie klady.

Inne przełomowe doświadczenie przyszło na początku lat 90-tych, kiedy Alexandra i ja spędzaliśmy sześć miesięcy w Bielefeld (Niemcy) jako część grupy powołanej (przez Petera Weingarta), aby zbadać możliwe powiązania pomiędzy biologią a kulturą. Tutaj współpracowałem z takimi osobami jak William Durham, Rob Boyd, Peter Richerson, Leda Cosmides, John Tooby i innymi, w bardzo interesującej grupie intelektualistów. Moja pierwsza reakcja na psychologię ewolucyjną, jak Cosmides i Tooby nazwali swoje podejście, była bardzo negatywna ponieważ wprowadzali oni skrajności socjobiologii, wraz ze spekulacjami o nieokreślonych „modułach” w mózgu, które są odpowiedzialne za poszczególne zachowania. Wydawali się oni twierdzić: „gdy będziemy wiedzieli więcej o mózgu, moduły zostaną wykryte”. Leda twierdziła ponadto, że wzajemność jest wbudowana w mózg (co nie jest twierdzeniem nieuzasadnionym, biorąc pod uwagę jej uniwersalność), ale nie potrafiła określić obszaru mózgu odpowiedzialnego za tę skłonność behawioralną. Tak więc duża część wczesnej psychologii ewolucyjnej formułowała spekulatywne „takie sobie historyjki” o tym jak dobór naturalny stworzył dla określonego zachowania moduł w mózgu, ale nie było dowodów na istnienie takiego modułu. Ta niejasność wywoływała u mnie niezadowolenie i przez większość lat 90-tych byłem zdania, że psychologia ewolucyjna nie posiada dobrych sposobów by uczynić zrozumiałym jak dobór naturalny wpływa na skłonności behawioralne u ludzi.

Kiedy zacząłem badać emocje w połowie lat 90-tych od razu miałem do czynienia z problemem jak są one generowane. Coraz bardziej byłem przekonany, że emocje były dla hominidów kluczowym czynnikiem przetrwania i w związku z tym dobór naturalny pracował na ich mózgu tak, aby rozwinąć ich zdolności emocjonalne, które z kolei mogą być wykorzystywane do zwiększenia solidarności społecznej. Prace mojej żony o małpach, i jej kladystyczne analizy dotyczące ostatniego wspólnego przodka małp i ludzi, przekonały mnie, że hominidy, jako rodzaj małp, nie były tak ‘naturalnie społeczne’ jak sądzi wielu socjologów i filozofów moralności. Jak zatem na afrykańskiej sawannie przetrwały mniej uspołecznione małpy, gdy lasy zaczęły się cofać i tym samym narażać je na ataki drapieżników? Wiele gatunków małp nie przetrwało ponieważ, podobnie jak współczesne małpy, były słabo zorganizowane. Jednak niektóre z nich pokonały wszelkie przeciwności losu i właśnie ten fakt postawił mnie przed interesującym pytaniem: jak tego dokonały? Już na długo przedtem hominidy stały się zwierzętami wykorzystującymi kulturę, dobór naturalny znalazł sposób rozwiązania problemu uczynienia słabo uspołecznionych zwierząt bardziej uspołecznionymi, i stąd bardziej zorganizowanymi. Tak więc musiałem przyjrzeć się innym czynnikom neuroanatomicznym, oprócz naszych dużych mózgów, aby wyjaśnić jak hominidy stały się zdolne utrzymywać organizację grupy w warunkach otwartej przestrzeni sawanny.

Jedną z dróg, którą mógł podążać dobór naturalny, było zmuszenie hominidów, a ostatecznie ludzkiego mózgu, do wzrostu produkcji i używania emocji w celu lepszego dostosowania reakcji pomiędzy indywidualnymi osobnikami, a tym samym promowania bardziej zwartej struktury grupowej. Lecz w przeciwieństwie do wcześniejszej psychologii ewolucyjnej, czułem się w obowiązku określić owe moduły, które uczestniczą w generowaniu reakcji emocjonalnych i przyczyniają się do wzrostu solidarności grupowej. Moi koledzy zajmujący się socjologią emocji często patrzeli krytycznie na moje wysiłki, ponieważ ich zdaniem emocje są konstruowane społecznie. Lecz dla mnie oni po prostu uciekają od podstawowych faktów: jest jasne, że emocje są aktywowane w mózgu. Prace Paula McLeana, tak jak jego krytyków w osobach Josepha Le Doux, czy też Antonia Damasio, zainspirowały mnie by dokładniej przeczytać podręczniki medyczne oraz szerszą literaturę neurologiczną gdzie dowiedziałem się wszystkiego co mogłem o systemach ustrojowych związanych z aktywacją emocji. Kiedy swoje wnioski zacząłem przelewać na papier pisząc moją książkę On The Origins of Human Emotions [O powstaniu ludzkich emocji], zrozumiałem że uprawiam (westchnienie) psychologię ewolucyjną. Starałem się udokumentować w moich „takich sobie historyjkach” w jaki sposób dobór naturalny zmienił neuroanatomię hominidów, i ostatecznie ludzi, aby uczynić nasz gatunek bardziej emocjonalnym, ale w przeciwieństwie do wczesnej psychologii ewolucyjnej, próbowałem z maksymalną dokładnością określić konkretne struktury w mózgu, które były zmienione przez dobór naturalny. Innymi słowy, starałem się znaleźć moduły odpowiedzialne za różne rodzaje reakcji emocjonalnych. Moje pierwsze wysiłki były zbyt naiwne, ale przynajmniej nie unikałem pytania: na jakich obszarach mózgu pracował dobór naturalny? I po dziś dzień próbuję odkryć moduły nie tylko związane z reakcjami emocjonalnymi, ale również innych zachowań widocznych wśród ludzi.

Końcowy rezultat jest taki, że w ciągu ostatnich 25 lat widzę wzrost zainteresowania tym, co lubię nazywać socjologią ewolucyjną. Ludzie są wyewoluowanymi małpami, uformowanymi przez dobór naturalny. Zwiększenie rozmiaru mózgu dla umożliwienia używania kultury było z pewnością ważną ewolucyjną ścieżką, lecz rozmiar mózgu hominidów nie różnił się znacząco pomiędzy gatunkami 2 miliony lat temu. Na długo przed tym, zanim ludzki mózg stał się większy niż mózg współczesnych szympansów, neuroanatomia hominidów stawała się coraz bardziej rozwinięta nie tylko w celu rozwijania emocji, ale również innych zachowań. Kultura nie niweluje całkowicie tych procesów doboru naturalnego, może nimi nawet kierować, lecz my wciąż jesteśmy zwierzętami, które posiadają pewne behawioralne dyspozycje do rozwijania kultury i formowania struktur społecznych. Socjologowie powinni zrozumieć te dyspozycje poprzez spekulację na temat presji selekcyjnej działającej na organizmy, a zwłaszcza neuroanatomię hominidów, i określając konkretne systemy neurologiczne zaangażowane w produkowanie poszczególnych skłonności behawioralnych. W ten sposób możemy uniknąć pułapek związanych ze stwierdzaniem istnienia pewnych potrzeb (wzajemności, dobierania się w pary, władzy, terytorialności, hierarchiczności i tak dalej) bez określenia tego, gdzie w ludzkim ciele owe skłonności miałyby być aktywowane. Spekulacje o tym jak działa dobór naturalny w celu generowania pewnych zachowań zawsze będą tym właśnie – spekulacjami – ale możemy dodać więcej konkretów do tych spekulacji, jeśli wyznaczymy które z układów organizmu zaangażowane są w produkowanie określonych klas zachowań, jako że wpływają one dalej na warunki kulturowe i społeczne.

Anatomia porównawcza może być bardzo użytecznym narzędziem izolowania interesujących nas układów organizmu. Mamy szczegółowe pomiary struktur w mózgach małp, które mogą być porównane z ich odpowiednikami w ludzkich mózgach, biorąc pod uwagę wszelkie różnice, będące oznakami działania doboru naturalnego od czasu oddzielenia się ludzkiej linii filogenetycznej od ich przodków. Te różnice mają efekty w postaci zachowań, które, jak możemy założyć, miały wyższą wartość dostosowawczą dla hominidów, ponieważ przyczyniały się do adaptacji na terenach otwartej sawanny, i w ten właśnie sposób powinniśmy szukać zachowań, które są zapośredniczone poprzez modyfikacje mózgu. Niezależnie, czy najpierw izolujemy neurologiczne struktury, a następnie badamy jakie zachowania determinują, czy też odwrotnie – wpierw badamy jakieś wzorce zachowań, a następnie staramy się odkryć neuro-systemy odpowiedzialne za produkcję tych zachowań, naszym celem zawsze powinno być powiązania działania z układami organizmu. Jeśli nie będziemy starali się tworzyć takich powiązań, bio-socjologia będzie jedynie zbiorem ogólnikowych propozycji na temat rozwoju wzajemności, altruizmu, towarzyskości i innych zachowań, które mogłyby być wyjaśnione wówczas równie dobrze przez konstruktywistów społecznych jako wytwory kultury. Nawet uniwersalne wzorce zachowań, takie jak wzajemność, można wytłumaczyć kulturalistycznie (na przykład wszystkie kultury mogły ją odkryć jako mechanizm integracji), ale jeśli zlokalizujemy odpowiedzialne za nie neuro-mechanizmy to bio-socjologia okaże się jednak bardziej wiarygodna, a przez to narracja ewolucyjna wyjaśniająca jak dobór naturalny zmienił ten obszar mózgu, stanie się bardziej przekonująca. Oprócz porównywania neuroanatomii szympansów i ludzi, jako jeden ze sposobów łączenia biologii, zachowania, kultury i struktury społecznej, możemy także wykorzystać porównania ludzi z innymi ssakami, aby zobaczyć, w jaki sposób zachowania naczelnych w ogóle, lub ludzi w szczególności, zbiegają się lub rozchodzą, ponownie wysyłając nas na poszukiwania odpowiedzialnych za to mechanizmów biologicznych.

Dominującą nauką w XXI wieku będzie biologia, i socjologowie ryzykują pozostanie w tyle, jeśli będą ignorować ten prosty fakt, że ludzie są zwierzętami z ewolucyjną przeszłością, która wciąż wpływa zarówno na zachowanie, jak i tworzenie świata społeczno-kulturowego. Nie musimy stać na pozycji biologicznego determinizmu, uważając że kultura, struktura społeczna, zachowanie i biologia oddziałują na siebie na różne sposoby. Ale nie możemy dłużej utrzymywać że biologia jest czarną skrzynką oraz że jest ona nieprzydatna w socjologicznych rozważaniach; zamiast tego socjologowie muszą włączyć biologię, a tym samym stworzyć dla siebie miejsce do dyskusji z dominującą nauką tego wieku. Socjologia będzie dzięki temu lepsza, a ja, podobnie jak ongiś Comte, wierzę nawet że możemy także wspomóc biologię, ponieważ wiele struktur ludzkiego mózgu jest produktem presji selekcyjnej, która dawała hominidom wybór: lepiej się zorganizować albo umrzeć. Biolodzy nie są uczeni by myśleć o tej społecznej presji, natomiast socjologowie tak. Odkryłem na przykład, że neurobiolodzy są bardzo zainteresowani moimi wyjaśnieniami na temat tego, dlaczego poszczególne moduły pojawiły się w mózgu. Mogę im więc powiedzieć tę historię, która zawiera scenariusz jak presja ukierunkowana w stronę lepszej organizacji społecznej doprowadziła do modyfikacji mózgu hominidów, a ostatecznie człowieka. Biolodzy nie mogą opowiedzieć takiej historii, a nawet jeśli już to robią, to mają tendencję do upraszczania jej zgodnie z koncepcjami socjobiologicznymi. Oczywiście doszedłem do wniosku, że dopasowanie łączne, dobór krewniaczy, altruizm odwzajemniony są potężnymi ideami, ale możemy o nich mówić bardziej szczegółowo gdy spytamy jak presja selekcyjna ukierunkowana w stronę organizacji społecznej oddziaływała na mózg hominidów. Ślady naturalnej selekcji są rozsiane w całym organizmie człowieka; socjologowie muszą zacząć zwracać na nie baczniejszą uwagę, a nie odrzucać je mówiąc o „redukcjonizmie biologicznym” i posługując się innymi epitetami intelektualnymi.

Istnieje wiele sposobów wprowadzenia biologicznych idei do badań i teorii socjologicznych. Ja wybrałem ten, który łączy neuroanatomię porównawczą oraz, ku mojemu niezadowoleniu, psychologię ewolucyjną, ale niezależnie od tego jaką drogę wybierzemy, ważnym jest to że socjologia nie może dłużej ignorować związków biologii, zachowania, kultury i struktury społecznej. Stąd jest dla mnie pokrzepiające widzieć wysiłek stworzenia w Amerykańskim Towarzystwie Socjologicznym sekcji poświęconej poszukiwaniu sposobów, w jaki biologia może udzielać socjologii informacji oraz, co podkreślam, vice versa. Mogę mieć jedynie nadzieję, że inni podobnie jak ja, również przechodzą swoistą „konwersję” pod tym względem. Pionierzy, tacy jak Pierre van den Berghe, Joseph Lopreato, Timothy Crippen, Richard Machalek, Richard Udry, pierwsi podążali tą drogą. Ja szedłem za nimi, często kopiąc i krzycząc. Mimo to, mam nadzieję że moja własna historia – historia tradycyjnego, mainstreamowego socjologa, który przezwyciężył swój początkowy sceptycyzm, i zaakceptował biologiczne podejście, będzie powtarzana przez przyszłe pokolenia socjologów. Jeśli jako socjologowie nie obudzimy się na czas, podczas trwającej rewolucji biologicznej, ryzykujemy że nasze badania będą odrzucone i coraz mniej istotne dla nowych dziedzin wiedzy, które będą wówczas eksplorowane bez naszego udziału.

Źródło: Newsletter of ASA Section on Evolution and Social Behavior, 1/2004

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s